WuYiShan (武夷山) – dzień pierwszy, herbaciany szał

Przyszła pora na zdjęcia z wąwozu – istnego herbacianego szału. Dziś ogólna relacja z przejścia, a w następnych wpisach pokaże dwa naprawdę magiczne miejsca!

 

Z przełomu rzeki pojechaliśmy w kolejne miejsce. Dobrze, że na szycie poznaliśmy dwie Chinki mówiące po angielsku więc udało nam się wziąć autobus do wąwozu. Nie było to  tak oczywiste jakby się mogło wydawać gdyż należało w budce strażnika powiedzieć gdzie się jedzie a on organizował transport darmowymi busami parku. W każdym bądz razie się udało i mogliśmy przejść wąwóz a właściwie to dwa – jednym weszliśmy innym wyszliśmy. Rosło tam mnóstwo krzaków herbaty – dla mnie, miłośnika tego napoju to istny szał.

 

Zdjęcia ułożone są w kolejności zrobienia, dzięki czemu będzie to mix herbaty i widoków. Wąwóz:

 

Zaczynamy herbaciane zdjęcia – kwiat ukryty w liściach:

 

Takie oto widoczki przed nami:

 

Ale o herbacie nie zapominamy:

 

Połączenie widoku i herbaty:

 

Kto by pomyślał, że z taki listków może wyjść napój:

 

Zejście do drugiego wąwozu:

 

Były kwiaty, liście to teraz pień herbaty:

 

W pewnym momencie zrobiło się wąsko:

 

Kto by się spodziewał zakazu palenia w takim miejscu:

 

Tutaj znajdowało się pierwsze magiczne miejsce, ale jest zbyt interesujące aby poświęcać mu tylko jedno zdjęcie.  A więc idziemy dalej i oglądamy takie o to skały:

 

Jest i nawet świątynia:

 

Herbaciany szał kulminacja. Tak się złożyło, że w tym czasie kwitły krzaki herbaciane. Zapach – NIE DO OPISANIA. Coś fantastycznego, chciałbym go zabrać ze sobą. Szkoda, że jeszcze nie robią takich aparatów.

bajka?

 

Ale trzeba było iść dalej, niby mostek:

 

Sadzawka:

 

Zaskoczę was – na następnym zdjęciu będzie … herbata 😀

 

Baśniowa kraina?

 

A to tylko herbaciany wąwóz.

 

Były też takie oto dziwne konstrukcje w górze:

 

W otoczeniu hm… w Krakowie bym powiedział „latających szczurów miejskich”, ale tu wyglądały nawet ładnie. Ja się jednak nie dałem obskoczyć:

 

I ostatni punkt programu – wieeeeeeeelka skała. W sumie to nie miałem jak jej objąć obiektywem:

Skała była wklęsła? nie wiem jak to opisać, w każdym bądź razie z góry leciała woda, taki słaby wodospad, ale  woda spadała z 10-15 metrów od ściany, tak, że między wodą a skałą dało się zbudować świątynię:

 

Wodę widać w lewym górnym rogu:

 

Ciekawa sprawa, że tu kręciło mi się w głowie patrząc w górę a nie w dół…

 

Wracając na drodze do parkingu udało nam się skorzystać z okazji. Pracownicy parku lub herbaciarni wracali do domów a grupa chińczyków wskoczyła im na pakę. To i my skorzystaliśmy z okazji i podjechaliśmy jakiś kilometr czy dwa:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *